Witaj na pokładzie Teamu WB, Piotr Bąk. Piotr i jego kilkanaście kilo wiedzy z Holenderskich wód.

Witamy naszego czołowego klubowicza a od tego sezonu członka Teamu WB Piotra Bąka. Piotr na co dzień mieszkający oraz wędkujący w Holandii dzieli się z wami na forach internetowych oraz na łamach swojego profilu FB wiedzą i umiejętnościami wędkarskimi. Śledząc nasz profil będziecie mogli być na bieżąco z wszystkimi artykułami Piotra. Łowienie amurów to jego specjalność, czego dowodem jest artykół poniżej. Serdecznie zapraszam was do galerii zdjęć i kilku słów od nowego Teamowicza Piotra Bąka …

… Witamy serdecznie,

myślę że większość z was już rozruszała kości po zimowym letargu i przynajmniej jeden wypad na rybki macie za sobą. My również nie siedzieliśmy w domu choć przyznam szczerze iż pierwszy raz od kilku lat mieliśmy zimową przerwę w polowaniu na karpiszony, co więcej sezon zaczęliśmy dość późno. W tekście tym postaram wam się opisać kilka naszych wspólnych zasiadek. Głównie spotykamy się w gronie ludzi z naszego klubu ( swoją drogą to zaje……fajne że dzięki takim przedsięwzięciom na swojej drodze spotykasz i poznajesz ludzi których prawdopodobnie nigdy nie było by szansy spotkać ), to nie znaczy że się alienujemy i nikt inny z nami nie jeździ   , nie będziemy wymieniać osób które często gęsto łowią razem z nami żeby nikogo nie pominąć oczywiście na wyprawach tych towarzyszą nam koledzy ,znajomi z całej Holandii . Tu się zwracam do wszystkich którzy piszą żeby chcieli z nami usiąść itd. wybaczcie w tym sezonie mamy naprawdę mało czasu żeby spotkać się z każdym z was ale mamy to wszystko na uwadze i jak tylko będzie taka możliwość to na pewno coś zorganizujemy. To tyle na wstępie, wracając do wypraw ogólnie nie wszystkie były super owocne , bywało że nawet leszcz się nie zapytał co mamy na włosie, ale takie jest to nasze hobby nie przewidywalne do końca nie wiemy jak się zakończy nasza wyprawa. Mimo wiedzy i doświadczenia które zdobywamy co roku nadal się uczymy rozwijamy i popełniamy błędy a te ostatnie uczą nas najwięcej. Chyba się rozpisałem nie na temat ale wybaczcie siedzę właśnie nad jedną z moich ulubionych żwirowni poluje na azjate i słucham szumu wiatru trochę mnie to nastraja na inny temat „czyli jak tu jest zaje…..cie”. Dobra koniec bleblania zasiadki, efekty,taktyka :
Pierwszy nasz wypad odbył się pod koniec marca, w Holandii było jeszcze mroźno ale już pojawiały się pierwsze promienie słońca i woda powoli zwiększała swoją temperaturę. A na pierwszy ogień poszedł zbiornik płytki maksymalna głębokość to około 1,5 m. Dla czego tak płytka woda nie wielki zbiornik ,naszym zdaniem szybciej się nagrzewa a co za tym idzie ryby wcześniej zaczynają żerować. Naszym zamysłem było szukanie ryb które wychodzą na płycizny wygrzewać się a przy okazji coś zjeść. Wybraliśmy więc miejsca płytkie „około 50 cm ” zaciszne blisko zaczepów gdzie ryby czują się bezpiecznie. Na miejscu okazało się że woda była jeszcze bardzo zimna ledwo przekraczała 4 stopnie. Przy tej temperaturze wody zastosowaliśmy dość krótkie przypony, a jako zanęta kilka pokruszonych kulek w siateczce PVA mocno dopalonych dipem. Jako smak wybraliśmy nowość na ten sezon N – butyric, na włos na ciągnęliśmy popki i dumbellsiki. Jaki był efekt takiej taktyki hmmm jak na tak zimną wodę i mróz który dawał o sobie znać to było całkiem ok. Udało nam się sprowokować do brania trzy ryby, ale niestety dwie z nich bardzo szybko się uwolniły z naszych zestawów. To tyle na temat tego wypadu.
Druga zasiadka : Odbyła się w połowie kwietnia , tym razem wybór padł na nową dla nas wodę . Było to dość urokliwe niewielkie jeziorko osłonięte drzewami. Pogoda do tej pory nie wiele się zmieniła nadal było bardzo zimno choć jednak o kilka stopni cieplej niż w marcu. Po sondowaniu okazało się że zbiornik ten jest dość głęboki bo maksymalna głębokość jaką udało nam się znaleźć to około 8 metrów. Mimo głębokości i tego że woda jest zacieniona temperatura wody już była dwukrotnie wyższa czyli blisko 10 stopni. Taktyka była podobna jak poprzednio łowić płytko i nęcić delikatnie. Niestety nie udało nam się z tej wody wyjąć nawet starego kalosza. Ale nie martwi nas to wcale jak byśmy zawsze łowili to by było nudno  .
Kolejna zasiadka to troszkę moja fanaberia, po prostu za cel postawiłem sobie złowić amura w wodzie o temperaturze 10-11 stopni. Udało mi się namówić znajomych żeby zapolować na azjate   . Tym razem wybraliśmy zbiornik głęboki maksymalnie na 20 metrów o powierzchni kilkunastu hektarów. Taktyka nie zmienna płytko nasłonecznione spokojne miejsca bądź miejsca gdzie wiatr spycha ciepłą wodę. Tu z nęceniem troszeczkę zaszalałem ponieważ

na każdy zestaw sypnąłem kilka całych kulek „nazwijmy to na prezesa czyli 7 kulek ” . Na miejscu okazało się że woda jest cieplejsza niż się spodziewałem czyli miała 12,5 stopnia   . Temperatura powietrza już sięgała 10 stopni więc nie było tak źle. Niestety cała reszta nie wyglądała tak obiecująco, rośliny w wodne jeszcze nie zaczęły się rozwijać a woda wyglądała jak by była pozbawiona wszelkiego życia. Smak kulek jak na każdej zasiadce do tej pory to N – butyric. Po pierwszej dobie nasze morale opadły ja już słyszałem że mi się amurów zachciało na wiosnę   itd. Kolejnego dnia pojawiło się słońce i lekki ale dość zimny wiatr. Mimo tego postanowiliśmy posiedzieć przed namiotami zażyć kąpieli słonecznej koło południa zauważyłem że szczytówka jednego z moich wędzisk delikatnie się ugina prawie nie zauważalnie , stwierdziłem iż mam ryby w łowisku i postanowiłem ustawić się blisko wędzisk i mimo rozmowy zerkać na wędzisko. To chyba był dobry wybór po około 30 min. od pierwszych oznak iż coś się interesuje kuleczkami nastąpiło dość gwałtowne i mocne przygodzie  wędziska zareagowałem tak szybko że sygnalizator nie zdążył zasygnalizować brania. W pierwszych sekundach wszyscy myśleli że robię sobie żarty. Po krótkim holu ryba ląduje w podbieraku   i jest mamy azjate. Niestety to była jedyna ryba tej zasiadki.
Kolejna zasiadka : Po małym sukcesie z jednym azjatą na macie, postanowiliśmy zrobić powtórkę na tej samej wodzie, kolejny raz za cel wybraliśmy sobie amury, tym bardziej że tydzień poprzedzający naszą zasiadkę był słoneczny i dość ciepły. Taktycznie rozegraliśmy podobnie czyli płytko 1-1,4 m. maksymalnie, troszkę inne zestawy ale o tym innym razem, smak kolejny raz N – butyric tym razem już więcej na włosie czyli 16 mm plus dumbells. Wszystko nam się ułożyło w zasadzie tak jak byśmy chcieli. Jedynie co nas martwiło to to iż woda nadal wyglądała na martwą. W pierwszej dobie niestety nie zaliczyliśmy żadnego brania nic kompletnie. Za to już na drugi dzień rano wyjechał piękny amur i to nie koniec szczęścia gdy tylko wypuściliśmy rybę po sesji i kolejny raz postawiłem zestaw w połowie drogi do brzegu właśnie na ten świeżo postawiony zestaw nastąpiło kolejne branie dosłownie 30 sekund od położenia. I kolejny raz zaszczycił nas swoją obecnością piękny amur. To była ostatnia ryba tej zasiadki .
Kolejna zasiadka, tym razem jednogłośnie stwierdziliśmy koniec z amurami jedziemy na karpie. Tym bardziej że mamy na mierzoną nową wodę i przyszedł czas żeby się z nią zapoznać. Zbiornik ten to kilkunasto hektarowe jeziorko z dopływem kilku kanałów. Co od razu się rzuca w oczy to krystalicznie czysta woda i ogromna ilość małży występującej do głębokości 1,5-1,7 m . Niestety jak na złość a tak często się zdarza w noc poprzedzającą nasz wyjazd na zasiadke całkowicie zmieniła się pogoda . Zrobiło się zimno, deszczowo i wietrznie. Mino wszystko ruszyliśmy na podbój nowego miejsca, z myślą że jak nie uda nam się nic wydłubać to przynajmniej będziemy już coś wiedzieć na temat tego zbiornika a mamy go w planach dość poważnie ze względu na to iż prawdopodobnie pływają tam holenderskie 20+ więc jest warty zachodu. Po wysondowaniu obejrzeniu wody z każdej strony. Wymyśliwszy sobie iż będziemy łowili blisko brzegu w miejscach gdzie jest duża populacja małż . Na początek poszły cztery smaki Punkt G , Skorupiaki , Warm secret i Ananas. Pierwsza noc tylko pojedyncze piki i leszczyk druga doba zaliczyłem spinkę ryba pokusiła się na Punkt g , to już coś ale nadal bez ryby na macie. Tej nocy pogoda jeszcze bardziej się popsuła, wiatr wiał jeszcze mocniej i zmienił kierunek odciągając ryby w drugi koniec zbiornika. Najświeższe prognozy dały nam odrobinę nadziei iż może uda nam się ugryźć choć odrobinę tą wodę. Wiaterek miał zmienić kierunek i napychać ciepłą wodę na nasze zestawy, miał też zdecydowanie osłabnąć , a temperatura miała się podnieść o kilka stopni. Po ostatniej nocy rzeczywiście wszystko się ułożyło tak jak byśmy chcieli no oprócz deszczu ten nie przestawał padać. Już koło godziny 9 zaliczyłem lekki odjazd niestety kolejna spinka. Daliśmy sobie jeszcze kilka godzin ekstra ponieważ w okolicach naszych zestawów zauważyliśmy kilka spławiających się karpi. Lekka pogoń za rybami zmiana miejsc na jak najbliżej spławiających się ryb. I jest u Jarka na zestawie delikatnie bez rolady odezwał się sygnalizator. Moje słowa „bierz go bo on już tam siedzi”. Po podniesieniu kija uśmiech zagościł na twarzy Jarka. Rybka wykazała się walecznością, a jakie to były emocje , nie wspominając jaki widok w tak krystalicznej wodzie widząc rybę walcząca pod naszymi nogami. Ale nareszcie jest melduje się na macie śliczny pełnołuski karp z nowej pięknej wody. Jest to kolejna ryba na N-butyric. To że udało się ją wylądować na macie ma podwójną wartość, ponieważ nareszcie udało się rozdziewiczyć jedną z nowych wędek Jarka. Ps. Trzymajcie kciuki żeby wkrótce został odczarowany drugi kijek Jarka . To tyle u nas w marcu i kwietniu, a pisząc ten tekst zaliczyłem branie z 370 metrów czy udało się wychować rybę na to musicie jeszcze poczekać napiszemy o tym następnym razem. Pozdrawiamy was z Holandii.