W pogoni za Holenderskimi amurami, zasiadka Piotra Bąka.

W pogoni za Holenderskimi amurami. Tak pozwoliliśmy sobie nazwać kolejną recenzje z wyprawy. zasiadki karpiowej naszego Teamowicza Piotra Bąka. Przypomnijmy Piotr na co dzień łowiący i mieszkający w Holandii jest pasjonatem łowienia Azjatów. Jak wiadomo do tego trzeba mieć „rękę’’ . Piotr na celu jaki sobie założył, miał sprawdzić skuteczność jednej z naszych najmocniejszych serii jaką jest N-butyric w bardzo ciepłej wodzie. Rezultat dodatni bo na macie wylądowały jego ukochane amury. O wszystkich wyprawach Piotra możecie przeczytać na naszym profilu a już teraz zapraszam do galerii zdjęć i opisu zasiadki prosto od Piotra z Holandii.

… Hejka,  pamiętacie opis kilku zasiadek z początku tego roku wspomniałem tam że podczas pisania zaliczyłem fajną roladę z odległości około 370 metrów i obiecałem że się pochwałę czy udało się coś wylądować w podbieraku …

A więc sam wyjazd na ryby to spontan w najczystszej postaci, po prostu okazało się iż mamy odrobinę wolnego czasu i możemy sobie pozwolić na zasiadkę.  Nie zastanawiając się ani chwili spakowaliśmy auto i ruszyliśmy nad wodę.  Jako łowisko wybraliśmy chyba naszą ulubioną żwirownię  (ulubiona ponieważ jest blisko nas i możemy sobie w każdej chwili pozwolić na wizytę na tej wodzie). Jak to często u nas bywa głównie jechaliśmy z nastawieniem bardziej pod amura . Dodatkowo chcieliśmy sprawdzić czy azjata w ciepłej wodzie również będzie żerować na kulce N-butyric, ponieważ jak pisaliśmy poprzednio ta nuta smakowa sprawdziła nam się w dość zimnej wodzie.  Ale ok całą zasiadkę zaczęliśmy w poniedziałek wieczorem , z planem iż posiedzimy do czwartku. Miejsc w których położymy nasze zestawy  nie szukaliśmy zbyt długo tym bardziej że  cała woda była tylko dla nas.  Oczywiście jak to bywa u nas zanim wywieziemy nasze zestawy, najpierw obserwacja gdzie widać ryby i czy w ogóle są zauważalne. W kilku miejscach amury dość dyskretnie zdradziły swoją obecność nie śmiało machając  końcem ogona wystającym nad powierzchnię wody, oczywiście bez zastanowienia w te miejsca posłaliśmy nasze zestawy.  Kolejne miejsca które postanowiliśmy obławiać to nawisy krzaków nad wodą tym bardziej iż na gałęziach wchodzących do wody widać było dość sporo racicznicy którą uwielbiają karpiki.  Troszkę o pogodzie, poniedziałek był dość ładnym dniem ale pod kątem wypoczynkowo relaksacyjnym , i właśnie w pierwszy dzień naszej wyprawy mogliśmy tylko się po opalać.  Wtorek : nad ranem pogoda się zmieniła o 180 stopni zrobiło się zimno i zaczął wiać silny wiatr , nie do końca nam odpowiadała zmiana temperatury aczkolwiek już wiatr jak dla nas jest jak najbardziej wskazany. I właśnie w tedy pisałem o tej roladzie z ponad 300 metrów niestety po kilku fajnych nazwijmy to tąpnięciach ryba  się spina , bez zastanowienia  wsiadam na ponton i wywożę zestaw ponownie w to samo miejsce . Po godzinie nieśmiało odezwał się sygnalizator, szybka reakcja i baam jest pierwszy amur tej wyprawy na

N-butyrica  i to z ponad 300 metrów. Milutko się holuje rybkę z takiej odległości choć przyznam iż amur nawet troszkę pomaga się doholować. Przez resztę dnia niestety nie działo się nic.  Kolejne branie zaliczyliśmy w nocy z wtorku na środę, baam jest kolejny amur na tą samą nutę smakową.  I to było jedyne branie tej nocy . Niestety środa przywitała nas bez wietrzną pogodą i pięknym słońcem więc cały dzień spędziliśmy na leżakowaniu.  Nasze siły zmobilizowaliśmy dopiero koło godziny 21 , z myślą iż pewnie będą brały nocą  (w sumie to trzeba się przyznać że się nie chciało nic wcześniej robić tylko leżeć a relaks jest bardzo ważny naszym zdaniem ).  Więc w nocy z środy na czwartek a w zasadzie tuż przed wschodem słońca kolejny raz odezwał się sygnalizator i kolejny amur zagościł u nas na macie. Niestety nasza wyprawa dobiegła końca i gdy tylko słońce wyszło zza horyzontu zaczęliśmy się składać , koło godziny 9 rozległ się dźwięk wyjącego sygnalizatora , już samo branie wskazywało iż nie jest to amur (choć wielokrotnie doświadczyłem niesamowitych odjazdów a w podbieraku okazało się że to amur a to tak a propos brań amura nie ma reguły tak naprawdę ☺ ). Ale wracając do samego brania po podniesieniu kija już wiedziałem że to nie amur a na sam koniec zasiadki postanowił nam się zaprezentować karpiszon. Po dość długim holu baaaam i jest w podbieraku ląduje piękny karp pełnołuski znów N-butyric.  Kilka fotek i do wody i tym karpiowym akcentem zakończyliśmy naszą spontaniczną amurowo – karpiową  wyprawę.   Pozdrawiamy z Holandii do zobaczenia nad wodą , a już wkrótce opiszemy kolejną zasiadkę tym razem będzie łowione w zaczepach.