Łowienie w zaczepach Piotra Bąka na Holenderskiej wodzie.

Zapraszamy do świetnego artykułu teamowicz Piotr Bąk który wraz z klubowiczami Weroniką i Jarkiem odbyli zasiadkę nad Holenderskim zbiornikiem. Typ padł na trudną wodę, łowisko bogate w zaczepy zawady i mnóstwo podwodnych niespodzianek. Każdy z nas zdaję sobie sprawę z trudności związanych z łowieniem w takich warunkach. Zostaje nam to obficie oddane ponieważ zazwyczaj ryby z takich wód obdarowane są mega siłą i dają popalić karpiarzowi. Najważniejszym aspektem o którym trzeba pamiętać  jest fakt iż decydując się na łowienie na takiej wodzie podstawą jest odpowiednie przygotowanie sprzętowe. Wybór miejscówki następnie dobranie odpowiedniego sprzętu do danego łowienia to tylko kilka podstawowych czynników o których trzeba pamiętać nad wodą. Zapraszam do artykułu Piotra o łowieniu w zaczepach na sztywno i galerii zdjęć z owego wyjazdu. Przynętą która pomogła w przechytrzeniu pięknych walecznych karpi to nasz konik N- Butyric. Kulka na bazie zjełczałego kwasu masłowego spisuję się w takich warunkach świetnie czego dowodem są wyprawy  naszego Teamu WB. Zapraszam …

 

… Witam serdecznie karpiowi maniacy,  ostatnio obiecałem że opiszemy zasiadkę na wodzie pełnej zaczepów tak więc postaram się co nieco napisać.  Zacznijmy od tego czemu znaleźliśmy się w tym miejscu i tu serdecznie pozdrawiam kolegę z klubu Warmuz Baits Jarka Paradowskiego. To właśnie on nalegał żeby pokazać mi tą wodę z pięknymi czarnymi jak smoła karpiami a do tego trudnymi ze względu na charakter łowiska, to właśnie warunki w jakich się tam wędkuje i waleczność występujących tam ryb przyciąga jak magnes do tej wody. A  jest to woda pełna zaczepów są w niej piękne silne karpie które nauczyły się jak nie dać się wylądować w podbieraku, warto dodać iż w sezonie letnim zbiornik ten jest poddany ogromnej presji wędkarskiej i w zasadzie dość ciężko jest znaleźć odpowiedni czas a przede wszystkim miejsce żeby spokojnie  powędkować.  Sama woda jest  niewielka kameralna a głębokość  maksymalnie sięga  około 3 metrów, rybostan jest dość bogaty występują tam oczywiście karpie ale są też liny leszcze, płocie są też piękne drapieżniki więc jest to zbiornik jak ja to nazywam zdrowy  tym bardziej że  ryby w nim występujące nie mają tendencji do karłowacenia. Jest to zbiornik raczej z dnem mulistym nie zróżnicowanym.  Ciekawostką jest iż tuż pod dnem zbiornika przebiega linia kolejowa i od czasu do czasu słychać przejeżdżający pod nami pociąg. Tym kolejarskim akcentem zakończę może pisanie o samej wodzie. Ok więc po namowach Jarka, podjęliśmy decyzję  że usiądziemy na tej wodzie, tym bardziej że jeszcze sezon letni się nie rozpoczął  (zasiadka odbyła się w maju ) więc jest szansa że zajmiemy dogodne dla nas miejsce. Ja ruszyłem na tą wodę głównie z jednym celem złowić karpia którego nazwę „Martyna ” jest to piękny ciemny lustrzeń którego udało mi się złowić dokładnie rok wcześniej. Jako pierwsi dotarliśmy my czyli  ja z Weroniką,  zajęliśmy najbardziej dogodne miejsce do łowienia na 6 wędzisk  (czyli 3 osoby) od razu pointowaliśmy Jarka że  może śmiało się pakować mamy miejsce co lepsze jesteśmy na razie jedyni na łowisku. Co do wyboru miejsc ja wybrałem łowienie na sztywno tuż przy zaczepach Weronika jeden zestaw postanowiła postawić również przy zaczepach a drugi  kilka metrów od właśnie zaczepów,  tu warto dodać iż ta druga opcja dość często nam się sprawdza w tego typu łowiskach. Czyli mimo tego że ryby są nauczone iż podaje im się zanętę tuż przy zawadach, szukamy miejsca czystego od wszelkiego rodzaju podwodnych przeszkód kilka metrów od  takich właśnie przeszkód i tam staramy się z nęcić ryby żeby odciągnąć je w jak najdogodniejsze miejsce do holowania. Wracamy do  tego kto jak postanowił obławiać tą wodę , więc teraz przyszedł czas na Jarka , jego wybór był podobny do mojego z tą różnicą że Jarek postanowił łowić z odkręconym wolnym biegiem. Wróćmy jednak do momentu  zanim przyjechał Jarek, kiedy zakończyliśmy wszelkie prace związane z rozstawieniem obozu i wykonaniem wszelkich czynności związanych z wędkowaniem przystąpiliśmy do tak zwanego relaksu.  Po około dwóch godzinach od wywiezienia ostatniego zestawu (czytaj relaksu ) odezwał się mój sygnalizator  po podniesieniu wędziska okazało się iż na drugim końcu zawisł przyjemny ciężar, początek holu w zasadzie siłowy ale w granicach rozsądku pamiętajmy że wargi ryb mają swoją wytrzymałość a nie chcemy zrobić im krzywdy. Oczywiście w takim miejscu w pogotowiu musi być ponton bądź łódka  (co kto woli i czym pływa)  Na szczęście  tym razem obyło się bez wyciągania ryby z zaczepów, aczkolwiek ryba wykazała się walecznością, determinacją  a przede wszystkim ogromną siłą, ręka mnie bolała jeszcze przez dwa dni. Tak więc zasiadka a w zasadzie jej rozpoczęcie wymarzone. Jak to zwykle bywa szczęście nie trwa długo, tego samego dnia u Weroniki  na wędzisku tym z dala od zaczepów nastąpił piękny odjazd , niestety zanim dotarła do wędki sygnalizator zamilkł a ryba z niewiadomych przyczyn się spina, cóż tak bywa.  Kolejne branie nastąpiło w nocy też na jedną z wędzisk  Weroniki tym razem tą przy zaczepach,  niestety ryba parkuje w zawadach i  po chwili uwalnia się z haczyka. Reszta nocy przebiegła spokojnie, można też powiedzieć iż kolejny cały dzień też przebiegł bez żadnego brania, ale za to pod hasłem plażing to był mega gorący dzień. Gdy tylko zrobiło się chłodniej szybko położyliśmy się spać. Koło godziny 3ciej w nocy  mój sygnalizator za alarmował  iż moja kuleczka została  zassana przez karpiszona, szybko wybiegłem z namiotu i moim oczom ukazał się piękny widok wygiętego wędziska (szybka reakcja była obowiązkowa ponieważ jak pisałem wcześniej łowiłem na sztywno). Wyciągnąłem wędkę z podpórki i podjąłem walkę, aaaah tu mogę się pochwalić znów mi się trafiła meega silna ryba.  Niestety tym razem nie mogłem liczyć na pomoc towarzyszy z namiotu moje nawoływanie nie przynosiło efektu nie reagowali nawet gdy ryba ocierała się o ich linki powodując iż ich sygnalizatory dawały znać że coś się dzieje. Tak czy inaczej poradziłem sobie bez pomocy (latarki na czole ). Jakie to było zdziwienie jak poinformowałem ich po śniadaniu że mamy rybę w worku i trzeba jej zrobić kilka fotek. A propo zdziwień ja też byłem zdziwiony tej nocy gdy wybiegłem w kroksach przed namiot  a wszystko w koło było pokryte szronem aż mi paznokcie u stóp zsiniały. Resztę nocy, dnia i kolejnej nocy przebiegło spokojnie hmmm w miarę spokojnie mianowicie tym razem na Jarka wędzisku zameldował się karp,  i nie wiem czy tym razem ja tak mocno spałem czy Jarek tak nieśmiało wolał żeby mu pomóc, tak czy inaczej w końcu wstałem i wyszedłem pomóc koledze. Pierwsze co widzę to Jarka z wygiętym wędziskiem w ręku który  nieśmiało poinformował mnie że

cytuję. ……chyba się wje……. w zaczep. ……..odpowiedziałem krótko ok płyniesz czy ja mam płynąć ,  wsiadłem w ponton i płynąłem , niestety gdy tylko dotarłem  na miejsce okazało się iż karp przepłynął pod jedną z gałęzi potem nad drugą  a w trzeciej zostawił w bity haczyk z kulką na włosie. To tyle emocji tej nocy, kolejny dzień jak poprzednie były spokojne. Ale została jeszcze jedna noc przed nami, a jak pisałem wcześniej przyjechałem tu po mojego ukochanego wymarzonego lustrzenia.  Ok nie będę już tworzył napięcia, koło godziny 5 rano odezwał się mój sygnalizator oczywiście jak poprzednio szybka reakcja, ( nie obyło się bez tzw. porannego „paraliżu mózgu” też tak macie nogi już was wyniosły do wędzisk po braniu o głowa jeszcze jest w krainie snów) więc ja miałem tak tym razem wyszedłem z namiotu ale nie do końca wybudzony ruszyłem do wędki i stanąłem zdziwiony że wędzisko się nie rusza, a ja słyszę sygnalizator dopiero po dosłownie sekundzie dotarło do mnie że to nie ta wędka, odwróciłem się na pięcie i moim oczom ukazało się pięknie wygięte wędzisko  z pulsującą szczytówką amortyzującą kopnięcia ryby. Walka jak poprzednie zostanie w pamięci na długo jak nie na zawsze, tym bardziej że w podbieraku okazało się iż  ryba która wyrwała mnie że snu to lustrzeń po którego tu przyjechałem. Jaka to była radość zobaczyć tą rybę kolejny raz całą i zdrową  meeega tego się nie da w żaden sposób  ubrać w słowa to trzeba przeżyć. Tyle o naszych przygodach na łowisku pełnym zawad. Pamiętajcie jak planujecie łowić w zaczepach bądźcie czujni i gotowi, a przede wszystkim nie zapominajcie  o bezpieczeństwie ryb . Mój zestaw uzbroiłem w kulkę 16 mm podpiętą dumbellsem o nucie smakowej N-Butyric. Pozdrawiam a w zasadzie pozdrawiamy was serdecznie z Holandii.