Wojaże po holenderskich wodach… 

Wojaże po holenderskich wodach…  Tak nazwaliśmy kolejny artykuł naszego klubowicza Radka na co dzień łowiącego w Holandii. Afrykańskie upały dają się wszędzie w kość również i w Holandii. Złapanie jakiej kolwiek rybki to dla każdego z nas mega wyzwanie i zadowolenie. W letnie dni kiedy karpie i amury  bardziej myślą o wygrzewaniu się niż o żerowaniu odpowiednie podejście do nęcenia i prezentacji przynęty  to klucz do sukcesu. Malutkie przynęty sprawdzają się znakomicie w takich warunkach. Zapraszam do relacji Klubowicza …

 

Witam, pierwsza połowa 2018 roku była dla mnie bardzo uboga jeśli chodzi o duże karpie. Mieszkając  i pracując w holenderskiej prowincji Zeeland obławiałem głównie pobliskie kanały, na których to łowiłem same karpiowe maluszki..  Brakowało jednak większych emocji, więc wybrałem się ze znajomym na weekendową zasiadkę na drugą stronę Holandii (180 km) – komercyjne Łowisko Inspiration Lake w pobliżu Eindhoven gdzie rekordem  wody jest karp o wadze  27 kg.. Łowisko mocno pokryte podwodną roślinnością o przeważającej głębokości ok. 2 m z kilkoma głębszymi miejscami do 4,5 m. Niestety praca nie pozwoliła na punktualne przybycie na łowisko i stawiliśmy się na nim z 24 godzinnym opóźnieniem czyli dopiero w sobotę rano.  Wytypowaliśmy sobie miejscówki i położyliśmy zestawy, następnie rozbiliśmy obozowisko. I zasiadkę można uznać za rozpoczętą. Pogoda w Holandii w ten weekend jak i ostatnie tygodnie nie rozpieszczała. Upał sięgający prawie 30 stopni Celsjusza dawał się we znaki nam ale chyba nie tylko. W pierwszej dobie zasiadki jedyne dźwięki z sygnalizatorów spowodowane były kaczkami, które z premedytacją wyjadały nam zanętę. Lecz druga doba zaczęła się przepięknie, kilkanaście minut po godzinie siódmej rano nieśmiała rolka na sygnalizatorze wyrwała mnie ze snu i podniosła ciśnienie do maximum. Po około 20 minutach holu ryba znalazła się na macie, lecz to nie był karp po którego przyjechałem. Na macie leżał mój pierwszy dwucyfrowy amur o wadze 12,4 kg. Radość z nowego PB nie do opisania. Ryba oczywiście po zważeniu i zważeniu oraz krótkiej sesji zdjęciowej wróciła do wody cała i zdrowa. Skusiła się na dość wysoko postawionego Dumbellsa 10mm Punkt G wraz pływającą kukurydzą z głębokości około 2m. Niestety okazała się to jedyna ryba zasiadki, lecz dla mnie bardzo ważna.. przywróciła wiarę w siebie a przede wszystkim bardzo zmobilizowała do działania..  Do tego stopnia, że z zasiadki wróciłem dopiero prosto do pracy, a z pracy ruszyłem od razu ponad 200 km na północ Holandii w odwiedziny do teamowicza Piotra Bąka, ale o tym pewnie już niedługo w relacji Piotrka…