Amurowa przygoda z Holandii Piotra Weroniki i Jarka.

mde

Tak na dzień dobry !! Do kawy i słodkiej bułki z jagodami dokładamy kolejną recenzję z zasiadki teamowicza Piotra Bąka i Weroniki którzy na Holenderskiej wodzie wybrali się na amury. Łowicie amury tylko na słodko ?? Od dłuższego czasu obala się ten mit ponieważ amury uwielbiają żerować na kuleczkach tzw. śmierdzielach. Ostatnie zasiadki klubowiczów i teamowiczów WB są tego wspaniałym  przykładem a artykule poniżej Piotr i Weronika jeszcze pięknie potwierdzają tą regułę. Zapraszam do porannej lektury, a już mogę wam powiedzieć że czeka nas jeszcze jeden świetny artykuł Piotra który jutro ujrzy Światło dzienne. Serdecznie już zapraszam …

Witam wszystkich , tym razem postaram się pokrótce opisać jedną z naszych wypraw. Tym razem celem misji było odwiedzenie jednej z moich ulubionych wód w Holandii.  Co prawda jest to zbiornik ostatnio dość mocno oblegany ( i weź się pochwal w tych Internetach że biorą haaaaa) , i ciężko znaleźć spokojne miejsce do wędkowania , a cisza jaka tam panowała co raz częściej jest zakłócana przez kolegów po kiju którzy nadużyli związku chemicznego  C2H5OH  , i są jeszcze turyści którzy nie zwracają uwagi  na nasze linki ,markery itd. A ich psy podnoszą nogę i załatwiają potrzeby  na tylną ścianę naszego namiotu. Mimo to uwielbiam to miejsce a przede wszystkim lubię tam wędkować.  Jako pierwsi na miejsce dotarliśmy my czyli ja i moja połóweczka Weronika,  z racji tego że dotarliśmy na miejsce wieczorem a sama woda nam jest znana skupiliśmy się na rozstawieniu obozu a nie jak zwykle obserwacji wody i sondowaniu .  Gdy tylko zakończyliśmy czynności związane z obozowiskiem ( koło godziny     23-ciej ) nadszedł czas na czynności związane ściśle z polowaniem , w zasadzie wywieźliśmy zestawy tylko po to żeby nie leżały w namiocie . Nad ranem okazało się  że  mimo późnej pory opłacało się postawić wędki, ale sukces był tylko połowiczny czemu zaraz to wyjaśnię.  O tuż jako pierwszy odezwał się sygnałek Weroniki , jak zwykle emocje wybieganie boso z namiotu (dobrze że nie nago tzn Weronika ok,  ale ja ) , lekki paraliż kończyn i całkowita dezorientacja związana z niewyspaniem (ale przecież to kochamy dźwięk sygnalizatora który potrafi wyrwać nas z najgłębszego snu i dostarczyć nam takiej dawki adrenaliny że dostajemy drgawek , a później hol walka esencja naszego hobby coś co powoduje uzależnienie ) . Ok wracamy na ziemię no jest ryba Weroniki z uśmiechem holuje amura jak to z azjatami bywa na początku delikatnie a pod brzegiem ogień . Wszystko idzie jak byśmy tego chcieli ryba co chwila pokazuje jaką dysponuje siłą (Weronika też w sumie  dysponuje siłą ale o tym nie będę pisać ) tak czy inaczej super walka  i ryba ląduje w podbieraku. A teraz najlepsze , jedną ręką trzymam podbierak a drugą bije piątkę z Weroniką , no i cóż amur wykorzystał moment zrobił piękną świece nad wodę wypinając się w locie ( i wyjaśniło się skąd wiem że Weronika dysponuje dużą siłą ) . Po kilku minutach od ucieczki amura odezwał się mój sygnalizator . I znów powtórka emocji,  tylko że po chwili stwierdzam że coś jest nie tak albo to jakaś dziwna ryba ponieważ dziwnie walczy. Walka przebiegała na moją korzyść jak zwykle adrenalina (czułem że mocna ryba) i się myliłem może nie do końca ponieważ  okazało się  że  ta dziwna ryba to fajny karp  i wyjaśniło się czemu tak dziwnie walczył otóż po drodze zaplątał się w drewniane stare wiosło (więc miał dodatkową płetwę i to mnie z myliło) . Ale ok  mimo wiosła wiszącego tuż nad rybą staramy się wylądować rybę w podbieraku i co ku…….cze 😉za każdym razem udaje mu się uciec z siatki i w końcu spina się i ucieka.  Nie wiem czy to zemsta Weroniki za amura czy po prostu tak wyszło ale jest mi bardzo przykro z tego powodu uciekł mi fajnych rozmiarów pełnołuski karp . Takim sposobem wyjaśniło się dla czego opłacało i czemu odnieśliśmy połowiczny sukces, o tuż mieliśmy dwie ryby obie w podbieraku tylko nie udało się im zrobić fotek , sukces w połowie.  Ale to pierwsza doba  a do tego zestawy wywieźliśmy na wariata,  więc nie zmartwiło to nas za bardzo zostawiło tylko odrobinę żalu.  Gdy tylko odespaliśmy  wyczerpującą noc i poranek pełen wrażeń.  Przyszedł czas na właściwy wybór miejsc.  I mimo tego że w pewnym stopniu znamy ten zbiornik  (nigdy chyba nie powiem że wiem o jakiejś wodzie wszystko nawet jak będę z nią zaprzyjaźniony wiele lat) zawsze obserwujemy wodę i staramy się wypatrywać oznak bytowania karpiszonów i amurów. Dodatkowo kolejnego dnia ma do nas dołączyć Jarek Paradowski, więc musimy się tak podzielić wodą żeby każdy miał równe szanse.  Tak więc przystąpiliśmy do działania , wytypowaliśmy  kilka miejsc przeprowadzając konsultację telefoniczną z Jarkiem (oczywiście miejsca które zrobiły brania zostały) . Po postawieniu zestawów nastąpił. ……………….. (kropki miały utrzymać napięcie ) relaks , nic , kompletna cisza zgoniliśmy to na krążąca wokół burzę zapowiadając zmianę pogody.  Cisza trwała do następnego dnia rano.  Poranek jak poprzedni zaczęliśmy od sygnalizatora Weroniki, lepiej tuż pod brzegiem okazało się że to znów amur  ( deja vu jakieś czy cuś) , oby tylko nie skończyło się jak ostatnio i kurczę nie amur ląduje w podbieraku a co najważniejsze na macie I pozuje nam do zdjęcia. Więc teraz przydało by się żeby mój  sygnałek się odezwał.   Jak na zawołanie jest i u mnie branko,  wędzisko do pionu i ponętne ruchy „Magdaleny” wskazują  iż  bez wątpienia jest to karp i na 100% bez wiosła ,lepiej ryba ląduje w podbieraku, macie a w końcu na zdjęciu. Radość ogromna ponieważ mamy swoje wczorajsze spięte ryby . Dalsze czynności to standard zestawy, kulki, wywózka i leżakowanie.  Wieczorkiem niestety Weronika musiała mnie opuścić na chwilkę ( sam bez pomocy uciekające amury, szalejące karpiszony jak ja dam radę ) . A tak na prawdę to obawiałem się że nie będzie miał mi kto zrobić zdjęcia z rybą tym bardziej jak będzie to amur. Oczywiście  branie i nie trudno się domyślić że amur (jak by mogło być inaczej ) . Oczywiście super walka ryba nie zawiodła mnie nawet odrobinę i bam jest w podbieraku ,mata , wypięcie haka itd. Ryba na szczęście troszkę się zmęczyła wiadro wody do maty zabezpieczam rybę  przed wyskoczeniem . Rozejrzałem się w koło jak na złość nie ma nikogo , telefon do Weroniki ……gdzie jesteś bo mam amura i nie wiem czy czekać. …..za minutę będę…….. ok to czekam . Nosze amur do wody i ciągła kontrola , jest na horyzoncie pojawia się Weronika,  szybko kilka fotek i amurek wraca do wody, ufff  farcik że z grało nam się wszystko w czasie.  Wieczorem dołączył do nas Jarek,  wywozimy i czekamy.   Zapowiada się ciekawa noc jest duszno lekko mży  a w oddali słychać burzę , do tego widać że ryby mocno się przemieszczają.  I rzeczywiście noc była pełna wrażeń mieliśmy branie za braniem,  u mnie w miejscu gdzie leżał zestaw na karpia i było zanęcone testowanym Squid-Octopus co chwila krótki odjazd i spinka . Zwijam zestaw sprawdzić co nie gra,  po wyciągnięciu jest tak jak myślałem poplątany przypon i zgnioecione kulki.  Mam amury w łowisku I żerują na Squid-Octopus  , nie stety a w zasadzie sterty konstrukcja zestawu uniemoiwiała skuteczne wpięcie ryby. Decyduję się na zmianę przyponu,  i bam  po 30 min  branie, hol dosyć krótki ale z emocjami („znów magdalena subtelnie wybrała zrywy amura „) i jest w podbieraku ląduje amur.  Na macie okazuje się że jegomość jest mi znajomy  (miałem go już i to w tym roku, zapytacie jak poznałem przecież amury są prawie identyczne, otóż ten jest inny 😉 prawdopodobnie miał kiedyś poważną przygodę po której została mu pamiątką w postaci zniekształcenia ciała ) i lepiej nie dość że widzieliśmy się w tym roku, to kolega tak się na jadł squida że  zabrudził całą matę a podczas pozowania do zdjęcia moją rękę. I nie było by w tym nic dziwnego tylko że utarło się iż jak na amura to tylko owocowo słodko a tu proszę i to nie pojedynczy przypadek dość często łowimy piękne amury np. na Punkt G.

Ważne Jarek na tej zasiadce pobił swoje PB  amura   ,czego mu gratuluję i myślę że nie tylko ja a wy również.

Ok niestety przyszedł czas zakończenia zasiadki a co za tym idzie również jej opisu. Ogólnie rybki nam dopisały powoli się rozkręcając aż do ostatniej nocy kiedy brania następowały co 30 min. Jakie rybki udało się wylądować zobaczcie na dołączonych zdjęciach.

To tyle  karpiowi maniacy życzę wam powodzenia nie tylko nad wodą a i w życiu codziennym z pozdrowieniami z Holandii Piotr