Holenderskie kanały jeden duży drugi mały … Piotr i Weronika.

sdr

Holenderskie kanały jeden duży drugi mały … Tak nazwaliśmy kolejny świetny artykuł z którego możecie dowiedzieć się jak łowić na kanałach. Piotr i Weronika to karpiarze bardzo wszechstronni odnajdują się zarówno karpiując na wodach stałych, rzekach i właśnie kanałach.  Dzielą się swoją wiedzą z wami co na pewno pomoże wszystkim chętnym pozyskać wspaniałą wiedzę która przełoży się na efekty z nad wody. Odpowiednia taktyka przyniosła zamierzony efekt, o czym możecie się przekonać czytając relacje poniżej. Brawo Gratulacje dla Piotra i Weroniki a was zapraszam do lektury.

… Holenderskie kanały jeden duży drugi mały, a właściwie szeroki i średnio szeroki. Jeżeli chodzi o szerokość kanału to jej określenie nie stwarza większych problemów ale jeżeli chodzi o długość tu już chyba jest to w większości przypadków nie możliwe. Holenderskie słynne kanały to moim zdaniem ogromna  woda  która pokrywa większą część nibylandi.  Są to często drogi wodne którymi możemy podróżować z jednego miasta do drugiego oddalonego o kilka dziesiąt  kilometrów. Więc obszar na którym możemy szukać naszych ukochanych kapiszonów jest ogromny.  Dodatkowo czytałem publikację holenderskiego ichtiologa który twierdzi że karpie potrafią migrować kanałami nawet kilkadziesiąt kilometrów tygodniowo.  Tak czy inaczej są to specyficzne wody i żeby na nich skutecznie łowić potrzeba chyba najwięcej cierpliwości , oczywiście nie zapominajmy o dobrej jakości przynęcie i zanęcie . Bo będziemy właśnie się  starać zainteresować i zatrzymać choć na  chwilę  te migrujące miśki.  Jeżeli chodzi o moje doświadczenie odnośnie kanałów i występujących tam ryb to bardziej polecam polować na amury niż karpie ponieważ te pierwsze raczej rosną troszkę większe niż te drugie .  Ale my tym razem skupimy się na karpiu w kanale . Są to ryby w większości przypadków wielkości 6-8 kg aczkolwiek to ich ciągłe przemieszczanie się wytrenowało te ryby na niezłych maratończyków . Na pewno nie można im odmówić waleczności i siły, poza tym ich smukłe ciała świadczą o tym że nie są ociężałymi atletami tylko szczupłymi szybkimi biegaczami.  Ryby najczęściej przemieszczają się pod linią brzegową I to jest raczej zrozumiałe ja też bym omijał środek wiedząc iż w każdej chwili mogę dostać po plecach śrubą rozpędzonej motorówki czy ciężkiej barki , choć to nie jest reguła ponieważ gdy kanał jest nieco głębszy zdarzało mi się wędkować ze środka z dobrymi efektami. Kiedy my wybieramy się  powędkować na kanałach szukamy miejsc gdzie po pierwsze jest mały ruch, po drugie występują  rośliny ,moczarka, lilie po trzecie fajnie jak przy brzegu są jakieś zaczepy np. kołki pozostałe po wzmocnieniach brzegu czy zwalone drzewa choć te drugie zdążają się rzadko ponieważ kanały są regularnie czyszczone i tego rodzaju zaczepy zostają dość szybko usuwane. A po czwarte fajnie kiedy uda nam się namierzyć miejsce gdzie kanały się krzyżują.   Gdy już namierzymy miejsce najlepszym rozwiązaniem będzie uprzednio regularnie choć przez tydzień posypać odrobinę kuleczek i to jest chyba najskuteczniejsza metoda bynajmniej ja miałem najlepsze efekty gdy wcześniej przygotowywałem wodę. Niestety ówczesne czasy często ograniczają nam tą możliwość ale mimo wszystko przy odrobinie szczęścia ,dobrze wybranym miejscu i przynęcie której jesteśmy pewni na pewno uda nam się połowić.  A nawet jak podejdzie fajne stado i uda nam się je zatrzymać to nabawimy się za kwasów.  I tu niestety uważam że bardziej owocne na kanałach są zasiadki w samotności bądź w małym gronie.  Ponieważ gdy jest nas kilka osób nasze zestawy leżą w pewnej odległości od siebie i mamy w okolicy kilka nęconych  miejsc , ryby (i to widać po braniach) przepływają po każdym nęconym miejscu po kolei i w gruncie rzeczy każdy złowi po jednej rybie. Tak czy inaczej ja jednak wybieram zasiadki w grupie zawsze to milej spędzony czas.  Wracając do kanałów które  postanowiliśmy odwiedzić, pierwszy z nich to kanał duży czytaj szeroki maksymalna głębokość jaką udało nam się zlokalizować to ponad 3 metry a przeciętna to 2 metry.  Kanał ten to dość ruchliwa droga wodna , po której przemieszczają się przeróżne jednostki pływające od małych łódeczek po sporych rozmiarów jachty.  Niestety taka obfitość pływadeł skutecznie płoszy ryby, i raczej na brania możemy liczyć dopiero w nocy bądź nad ranem kiedy zrobi się całkowita cisza. Ryby w tedy zaczynają przemieszczać się w poszukiwaniu jedzenia.  Oczywiście mimo wszystko nie jest to reguła i dobrze pozostawić nasze zestawy w wodzie również w dzień.  Ważną a w zasadzie  nie zbędną rzeczą na tego rodzaju kanale będą back lead-y , jak łatwo się domyśleć bez back lead-ów będziemy mieć częste rolady tylko że spowodowane w kręceniem linki w śrubę przepływającej łódki.

Oczywiście stracimy kilkadziesiąt metrów linki, sporo nerwów a i tak na sam koniec zatopimy linkę back lead-ami. Tak czy inaczej nasza wyprawa nad duży kanał okazała się owocna oczywiście rybki można zobaczyć w postaci zdjęć pod postem.

Przyszedł czas na kanał mały, czyli wąski.  Jest to kanał o całkowicie innym charakterze przede wszystkim jest węższy, jego szerokość to średnio około 15-20 metrów. Głębokość na tym kanale waha się między 1,2 m a 2 m.  Mimo nie wielkiej szerokości i głębokości , ma on jedną istotną zaletę mianowicie oprócz ptactwa wodnego nie pływa po nim kompletnie nic a to duży plus.  Tu już możemy darować sobie back lead-y, a i na brania śmiało możemy liczyć w ciągu dnia .  Nie będę pisać jak łowimy na małych kanałach, napiszę jak wędkuje dokładnie na tym kanale.  Wyobraźcie sobie kanał skręcający pod kontem 90 stopni, siadamy na samym zakręcie od zewnętrznej strony.  Patrząc wzdłuż kanału jakieś 250 m dalej widzimy kolejny zakręt również 90 stopni.  A tuż przed tym drugim zakrętem mamy nawisy drzew, krzaków ,wystające kołki a co lepsze co jakiś czas spławiające się tam karpie  (zbrodnią było by tam nie położyć zestawu ) . Więc właściwie tam dokładnie przed drugim zakrętem stawiamy zestawy,  a żeby uniknąć splątania podczas holu ryby nasze wędziska ustawione są prawie pionowo żeby jak najmniejszy odcinek linki wpadał do wody . Wyobraziliście to sobie szerokość kanału maksymalnie 20 m i zestawy wywiezione 200 m a czasem i ponad 200 m wzdłuż brzegu.  To jeszcze nic jak uda nam się zaobserwować że ryby są za drugim zakrętem zdarza się że zestaw kładziemy właśnie tam załamując linkę pod kontem 90stopni.  Zapytacie czy warto czy ma to sens,  odpowiem jasno oczywiście że tak.  Ryby holowane w takich warunkach rzadko nam się spinają.  A co do efektów  , otóż kanał ten jest dość często odwiedzany przez holenderskich karpiarzy i teraz najlepsze kiedy zapytamy ich czy złowili tu kiedyś amura odpowiedzą że w tym kanale nie ma amurów, a gdy zapytamy jakie ryby udało im się tu złowić mówią że  nie większe jak 8-9 kg.  A jak im pokazujemy zdjęcia ryb z tej wody, to łapią się za głowę i mówią że tyle lat tu łowią i nie widzieli żeby ktoś takie ryby tu łowił.  Więc warto czasem zaszaleć . Automatycznie nasuwa się pytanie co jest takiego w tych miejscach że ryba się tam trzyma i czemu trzeba aż tak kombinować przecież łatwiej było by iść do drugiego zakrętu i postawić zestaw  np. z rzutu , mniej hałasu by było i pływadełka nie trzeba brać.  Otóż oba brzegi wzdłuż kanału to teren prywatny i nie wolno tam wędkować, czasem jak właściciel ma dobry chumor pozwoli nam wejść zanęcić ale nic więcej.  To iż nie ma tam możliwości podejścia i wędkowania daję nam zasadniczą  przewagę nad resztą tego kanału ,po prostu ryby tam się czują bezpiecznie i nikt ich nie niepokoi w tym miejscu no prawie nikt 😉.  Tym razem jednak jeżeli chodzi o wielkość karpiszony może nie były rekordowe ale było ich sporo a do tego jak zwykle były cholernie waleczne.  Pod postem dołączam zdjęcie satelitarne miejsca które właśnie starałem się wam przedstawić, na zdjęciu tym  (palcem więc przepraszam za brak dokładności )zaznaczyłem jak mniej więcej biegną nasze linki a co za tym idzie gdzie kładziemy nasze zestawy ,dodam że kładziemy ich tam zwykle cztery. Jeszcze jedno dno tego kanału jest pokryte grubą warstwą mułu o średnio przyjemnym zapachu, a kulki które przyniosły nam efekty to u Weroniki Zimna Woda a u mnie Squid-Octopus.

A teraz czas kończyć pisanie o  tych szaleństwach.

Trzymajcie sie ciepło i do zobaczenia gdzieś nad wodą

Piotr i Weronika.